13.04.2013, Przemyśl, Polska Przed wyjazdem ze Stalowej odwiedzamy sklep rowerowy po zapasowe części, żeby było jeszcze ciężej i żebyśmy byli jeszcze lepiej przygotowani na ewentualne awarie. Tego dnia musimy się spieszyć na pociąg do Łańcuta, żeby odebrać przesyłkę konduktorską z naszymi paszportami od agencji wizowej. Pogoda postanawia nam to utrudnić i całą drogę (70km) zmagamy się z deszczem, przeciwnym wiatrem i.podjazdami. Oprócz paszportów, dodatkową motywacją jest ciepłe spanie w łańcuckim hotelu "Szwadron" (polecamy! ). Nie jest to byle jaki hotel, bo mieści się w ponad stuletniej willi, a.właściciel, pan Paweł Fangor, to prawdziwa skarbnica wiedzy historii Polski i militariów, a także źródło kontaktu do polskiego duchownego w Kamieńcu Podolskim na Ukrainie. Rano udajemy się na zwiedzanie łańcuckiego Zamku Lubomirskich (warto też zajrzeć do powozowni, my.jednak nie mieliśmy już na to czasu) i zamkowego parku, co tym razem umila nam słoneczna pogoda. Jest na tyle ciepło, że można nawet zdjąć kurtkę i nie zmarznąć. Koło południa ruszamy ładną trasą bez tirów, wijącą się po wyższych i niższych górkach. Jazdę umila nam wiatr w plecy i malownicze krajobrazy (w końcu pojawia się zieleń). Udaje nam się ustanowić rekord prędkości zjazdu na 50km/h. Mimo że do Przemyśla mieliśmy tylko 60km, przez te wszystkie górki czujemy się zmęczeni i bolą nas nogi jak po przejechaniu 100km. Jutro, 14.04.2013, przekraczamy granicę z Ukrainą. |
Aktualności >

