19.05.2013, Krasnodar, Rosja
Jesteśmy w rosyjskim Czerwonaku. Musimy zostać tu do poniedziałku, by dopełnić wizowe obowiązki i zarejestrować się we właściwym urzędzie i zdobyć potrzebną pieczątkę. Gościmy u Eleny i jej rodziny, która pomaga nam jutro z dokumentami. Jeszcze w Kerczu czuliśmy małe napięcie jak to bedzie w tej Rosji, w której będziemy pierwszy raz. Baliśmy się promu i odprawy paszportowej, bo to w końcu prawie do Azji wjeżdżamy i ludzi których spotkamy na granicy, przed którymi ostrzega Misza z Kerczu. Tymczasem po drodze na prom zagaduje i zaprasza nas na czaj tutejsza rowerzystka, która wraz z mężem uprawia turystykę rowerową, pieszą i grzybiarską po Krymie. Oglądamy z Tatiana i jej mężem Siergiejem zdjęcia z kilkudniowego grzybobrania w górach i dopiero teraz wiemy, co oznacza to słowo. Dostajemy na drogę krymskie zioła, które Tatiana sama zbierała w górach. Razem z mężem odprowadzają nas rowerem na własciwą drogę. Kupujemy bilety (37 hrywien od osoby i 24 od roweru) i siadamy w cieniu, bo nasz prom odpływa dopiero za dwie godziny. Zmieniamy czas na Moskiewski, mamy teraz już dwie godziny różnicy czasowej z Polską. Za nami ustawia się kolejka ludzi, a między nimi Konstantyn i Swietłana z Samary. Wracają z podróży poślubnej z Krymu. Są paralotniarzami i wiozą swój ekwipunek w trzech dużych plecakach. O dziwo wszytko się mieści w trzydrzwiowej Ładzie. Nawet dla nas znajduje się calkiem wygodne miesce (no, tylko dla Inki, Olo musi cierpieć). Znowu mamy szczęście, bo chwilę później spada grad wielkości orzechów laskowych, samochody staja, a my zakładamy karimatę na przednią szybę żeby czasem grad jej nie potłukł. Nowo poznana para podwozi nas pod mieszkanie naszych dzisiejszych gospodarzy, Eleny, jej męża i synka. Dzisiejszy dzień spędzamy leniwie na spacerku po mieście, jedzeniu lodów i piciu kwasu chlebowego z takich automatów na ulicy, ktore napełniają pustą butelkę, ktorą też można w nich kupić. Krasnodar to duże miasto (ciut większe od Poznania), przez które przepływa rzeka Kubań. Nic więcej ciekawego nie możemy o nim napisać, no może jedynie że oryginalnie nazywało się Jekaterinodar. Nawet nasi gospodarze nie wiedzieli, co nam tutaj pokazać. |
Aktualności >

