11.11.2013, Shimonoseki, Japonia Dotarliśmy do Japonii. Rejs promem tym razem nie był tak przyjemny, jak ten do Korei. Bujało, czasem nawet mocno bujało. Na szczęście obyło się bez choroby morskiej. Lisia kapliczka gdzieś w Shimonoseki.
Jesteśmy tu dopiero dwa dni, ale już nam się podoba. Pokręciliśmy się trochę po Shimonoseki i już mamy zaproszenie na nocleg w Tokio, od przypadkowo spotkanych chłopaków. W czasie gdy wymienialiśmy przerzutki, zatrzymał się przy nas młody Japończyk, także podróżujący na rowerze. Bardzo sympatyczny, nie miał specjalnego ekwipunku, jechał w normalnym ubraniu, z paroma workami na bagażniku i z tabliczką "podróż bez pieniędzy". Podobnie jak my, rozbija namiot "na dziko", także w parkach. Jedyne co nas martwi to pogoda, już pierwszej nocy spadł spory deszcz, a i następny dzień nie był dużo lepszy. Dlatego też zatrzymujemy się w domu u Takapiego (z CouchSuringu, oczywiście) i obmyślamy plan na Japonię. |
Aktualności >

